poniedziałek, 11 września 2017

Depresja


       Mam doła. Paskudnego, jesiennego doła. Depresja atakuje na każdym kroku. Nie pomaga czyjś uśmiech, rozbawienie i żarty. Odcięłam się. Próbuję czytać, i robię to... z przerwami. Nie chce mi się ugotować, ani umyć... Wieczorem około 4 kładę się do łóżka i próbuję „odlecieć”. Pilotem przeskakuję wszystkie kanały, byle tylko nie myśleć. W nocy nie mogę zasnąć, a rankiem wstać.
   Marzenia. Marzy mi się, by kłopoty finansowe i rodzinne wreszcie mieć za sobą. Marzę o spokoju ducha i serca; mieć z kimś fajnym pogadać, nie wysłuchując ciągłych ocen, pożartować, ale w tedy jak uznam, że mogę to zrobić. To nie wiek mnie dobija. Brak pieniędzy na podstawowe rzeczy(nie jestem typową materialistką) to jedno. Moja głodowa emerytura ( 230 na miesiąc) nie pozwala mi się cieszyć, że jutro starczy na chleb. Zabrali mi 100% za rzekomą działalność gospodarczą której nie posiadam, nie MAM, bo nie oddałam ziemi synom alkoholikom. A sprzedać coraz trudniej. Od nich... ech... Nie tylko ja mam ten problem. Nie powinnam narzekać, a jednak...
  Do stałej pracy się nie nadaję. Problem z kręgosłupem i zwyrodnienie (wszystko jest zwyrodnieniem – osteoporoza) nie pozwala mi na dźwiganie, stanie ponad miarę. Mam rentę, a raczej miałam przed emeryturą) III grupy, za którą TEZ nie dostałam kasy. Rzekoma działalność! Moja rodzinka? Jak rodzinka!?
  Wybaczcie mi te słowa. Dość długo nosiłam się z napisaniem postu... z przerwami skończyłam. Nie tylko j się tym kłopoczę. Ludzie mają większe problemy ode mnie. Musiałam TO z siebie wydalić.
Pozdrawiam cierpliwych :)
ps. Jeśli chcesz ze mną pogadać, pisz... jun.ona@poczta.fm