środa, 31 maja 2017

Wciąż nic nie mam. Żadnej wiadomości, nawet odmownej :( Na maila nikt nie odpisał, telefony jakieś dziwne. Gadają bez ładu i składu :) 
Buziaki i pozdrawiam.

środa, 24 maja 2017

Nie wesoło mi

Wciąż nie mam odpowiedzi, cholera jasna! Żyć się odechciewa. Straciłam wiarę w coś, co mogło mnie pocieszyć.
Mam deprechę, jeśli coś robię, to automatycznie. Nie znam siebie od tej strony. Zawsze starałam się być optymistycznie ustawiona do świata, a teraz BUM.
Jak tu przeżyć? Mam czasem myśli samobójcze. Mój Brat też przeżywał podobny koszmar... Siostra gada jak obłąkana... wciąż to samo... bez celu, ładu i składu. A przecież... Nie ważne już.
Siadają mi kolana przy dźwiganiu ponad kilogram. Czy znajdę robotę siedzącą? Szukałam w necie coś dla mnie. I NUL.
Nie przejmujcie się mną. Nie warto, ale szczery uśmiech przyjmę :)

sobota, 13 maja 2017

Najgorsza jest niepewność ;(

                                                                 Witajcie :)
           
Miałam kłopoty z siecią Play. Nie łączyła mnie z netem, psiakość! A druga sprawa, to moje kłopoty też sprawiły, iż się „zawiesiłam”. Pisemko odwoławcze, które napisałam w sprawie, niby działalności gospodarczej (nie mam ziemi rolnej) wciąż bez odzewu. Polecony ruszył 30 marca, odpisali mi, że 7. kwietnia trafił do sądu. Wiem wiem, że trzy dni było świąt, ale... coś mi tu nie pasi. Mamy już 13. Wczoraj oczekiwałam, że dostanę jakąkolwiek odpowiedź, a tu NUL. No nic, poczekam do poniedziałku. Jak nic, dzwonię do nich. Wyżyj tu, kobieto, za 230 miesięcznie! Opieka dawała mi niecałe 400. Kuźwa, tak się cieszyłam z tej emerytury, a tu co? Gówno na kiju mi dali.
    Przez ten czas oczekiwania dziergałam na drutach kocyk, ale brakło mi włóczki i ponownie mam zastój. Trochę pocięłam sekatorem „kijki” na spalenie... i jakoś nerw przechodził. Bolą mnie plecy od ciągłego stania. Nawet przy garach niedomagam. Muszę jechać do sanatorium, ale czekam na jakąś większą kasę. Nawet sprzedaż stanęła. Ludzie nie mają kasy, czy co, do diabła? Nie chcą im dać kredytu?
    Poszperałam w sieci o pracę. Kij w mrowisko! Potrzebują ludzi o mocnym kręgosłupie, a nie takiej chorowitki jak ja. W czerwcu, o ile mnie zechcą, będę na czereśniach w szklarni, a w lipcu, borówki. Nie wiem czy wytrwam z moim grzbietem, lecz postaram się nie spaść z drabinki. Najgorsze będzie noszenie wiader.
    Z siostrą też mam niewesoło. Nadal.
Trzymajcie się. Całuję i pozdrawiam :)
ps Co za pecha mam tu. Musiałam coś zmienić, by coś było widać. Przepraszam za utrudnienie -- nie z mojej winy :)

niedziela, 16 kwietnia 2017

           REKLAMY ZABIJAJĄ! Telewizja umiera!
   
      Ilu ludziom odebrały zdrowia? Zapewne od groma. Kłamliwe i krzykliwe, bez ładu i składu, byle głośno, byle więcej... bo kasa; nie licząc się z widzami. Rozumiem: krótka i treściwa, coś bardzo ważnego, i jedna lub dwie na godzinę. A co w zamian mamy? Co piętnaście minut, lub krócej, przerywają ważny film, felieton... i które trwają ponad minut dwadzieścia. Szału dostać można!
   
   Dodatkowo wkurzają mnie byle jakie filmy, powtórki „od anasza do kajfasza”, przeskakują na inny kanał, bo poprzedni się „przejadł”. Ileż można? Stare, przereklamowane... „w kółko macieju” od nowa tak samo. Czyżby nasz kraj nie stać było na zakup czegoś nowego? Tyle reklam, mnóstwo kasy... Na co to idzie?! Nie popieram filmów o zabijaniu, tych z gatunku, co uczą dzieci i młodzież do podobnego skutku: z ciekawości zabija, rani lub kradnie.
   No i pan prezes od tv kombinuje, jak złapać naiwnego na abonament. Teraz dorwał się do kierowców. Panie Kurski, weź się pan przestaw na nowości, usuń śmieci i reklamy, a zapewne zyskasz sprzymierzeńców. Mnóstwo ludzi zrezygnowało z telewizora ( w tym ja) na rzecz internetu, ewentualnie -- wypożyczalnię dobrych seansów.
Kraj schodzi na psy, i jak tak dalej pójdzie tv wyląduje w archiwum. Na zawsze.
Kto się ze mną nie zgadza?
    Pozdrawiam w świątecznym wydaniu. Kurna! W tv nie ma nic ciekawego. Nudy! Ten, kto ma rodzinę jakoś przeżyje, ale kto jest sam...? Nic, tylko się napić.
   
Nawet taka pogoda, jak dziś, o niebo lepsza, niż te cholerne reklamy! I głupie filmy o niczym. 

środa, 12 kwietnia 2017

Niespokojne nogi :))


  
         I znowu pogoda się spartloliła, ech... I tak ma być przez blisko tydzień. Święta spędzę w domciu, a miałam inne plany. No cóż, nie można mieć wszystkiego.
  Uwielbiam taniec. Pamiętam, jak miałam może z pięć latek, zatańczyłam przed lustrem twista. A potem -- też przed nim -- uczyłam się kroków od dorosłych. Przełom nastąpił troszkę później. W domu był już telewizor, a w nim różne wygibasy... Jestem... Byłam, i wciąż jestem samoukiem. Nikt mnie tańca nie uczył, nie chodziłam na żadne kursy. Z tym się trzeba urodzić, moi drodzy! Ukochanym jest dla mnie rokendroll. Wywalałam wraz z nim wszystkie złe emocje. Nie mogłam się doczekać sobót i niedziel, by zaszaleć w OSP. Taniec jest moją miłością! Nawet ten na lodzie :)
I piłka.

  Zdolność tańczenia odziedziczył po mnie Młodszy. Nieraz widziałam, jak szaleje na parkiecie, jakich figur używa... aż mnie zatkało! Nie uczyłam go, i z tego co mi wiadomo, nie chodził na nauki. Aha, raz tylko -- obydwóch --  troszkę naprowadzałam na kroki w tangu. I chyba to mu wystarczyło. On ma nawet miłość do piłki nożnej po mnie, hi hi. Chyba już pisałam, jak ją kopałam, będąc małolatą. Taniec i ganianie za piłką -- dwie miłości sportu mojego życia.

                   Pozdrawiam serdecznie :)

niedziela, 9 kwietnia 2017

Zatańczmy






Ech, mieć taką formę :)) Kiedyś byłam zapaloną miłośniczką tańca, ale i teraz bym zaszalała, gdybym miała odpowiedniego partnera do tańca... a nie fajtłapę :):))
Zapraszam do obejrzenia.
Pozdrawiam w Palmową.
PS.
Aby skomentować, kliknij w: Link do tego posta i się ukaże okienko :)
Obrazek ołówka.
Psiakość, wszystko się pochrzaniło!

czwartek, 6 kwietnia 2017

Lekki smutek

       
Błyski od wschodu, strach... Tak było wczorajszym wieczorem. Rzęsisty deszcz, tłukący po szybach... i raz jeszcze strach. Durne, co? Wciąż nie mogę się wyzbyć tego potwora. Nic nie poradzę na to. Uraz z dzieciństwa? Zapewne tak!
Dziś chłodno, wręcz wiatr niemiłujący ludzi, he he. Wyszłam ana podwórko ubrana na lekko, brr. Musiałam wrócić po cieplejsze odzienie. W domciu mam ciepełko, więc... nadziałam się.
   Od tygodnia ani widu, ani słychu o kotce Lejdi. Była kotna. Jej jedynaczka stała się jakaś tak dzika, nie da się przywołać, rzadko przychodzi na jedzonko. Nie poznaję jej. Na początku brałam to za skutek żalu po matce, ale ileż można? Boję się, że i ona gdzieś pójdzie. Od lat ten dom jest wyjątkowo pechowy dla kotów i psów. Zawsze, albo gdzieś się zawieruszą, albo typ spod ciemnej gwiazdy ich zabija. Może nie powinnam TU mieć zwierzaka?
Pozdrawiam. PS. moja siwa głowa. Naturalne! 
            Uleńko, raz jeszcze szczere wyrazy współczucia po śmierci brata. 

wtorek, 4 kwietnia 2017

Kosmetyka :))

     
Zrobiłam mały eksperyment z mlekiem w proszku na twarz. Otóż, codziennie rano rozrabiam mleko na śniadanie i wpadłam na myśl, jak to będzie wyglądało. Pozostałością na łyżce posmarowałam buzię, a po chwili zrobiła się maska. Zesztywniało mi toto, że hej :)) Odczekałam 15. minut i zmyłam wodą. Efekt murowany! Zmarszczki zniknęły, skóra stała się gładsza. Ale, po tych czynnościach... od czasu do czasu, smaruję twarz połową cytryny. Po prostu chcę się wybielić. Twarz w moim wieku (a mam ją prawie śniadą od urodzenia) nie wygląda młodo. Unikam słońca, bo ono jest zmorą dla ludzi starszych.
Wierzcie mi, że przedtem nie mogłam na siebie patrzeć. Unikałam lustra, a fotki wychodziły tragicznie! Teraz jest inaczej.
Zaczęłam więcej jeść i waga lekko skoczyła. No cóż, nie da się na 60. Taka moja natura. Mam 56 kg przy wzroście (upadłym na starość) 158. Może to i lepiej, że tyle ważę, bo nie chcę nagrabić sobie brzucha :)), a mam do tego skłonności. To rodzinne. Po ojcu. Ze strony mamy tego nie było, i nie ma.
Pogoda śliczna, ptaszki wesoło ćwierkają... Pozdrawiam :)

niedziela, 2 kwietnia 2017

Takie tam

Dziś starsza kończy 78 lat. Cieszy się, że wreszcie dwie siekiery (77) zniknęły, hi hi.

Pogoda jak marzenie. Obok fotka dzisiejsza, smartfonem :))

Bazie pokazały się na ściętej gałązce. Nie trzeba ich wkładać do wody, bo są na zawsze "żywe".

I na koniec "mój kawałek świata"




Pozdrawiam :)

piątek, 31 marca 2017

Bez tytułu

                                                                          Witam.
           
Wytłumaczę, co oznacza część uzupełniająca :) Otóż, ma się to do siebie, że szuka się „winnego”, który ma -- jakoby dodatkową działalność na boku i skrywa. W moim przypadku „dopatrzyli się”, lecz niesłusznie, bo nie mam żadnego zysku. Dają 95% dochodu z najmniejszej emerytury, potem wszystko sumują -- część składkowa i uzupełniająca. Gdybym np. zarabiała ponad stan (zus) i to by zostało zabrane. Czekam na odpowiedź z sądu. Ale póki co zaszalałam :)) Kupiłam sobie laptopa „17” na raty (35/mc) oraz smartfona za 150 w gotówce. Od lat mam taki zwyczaj kupowania sobie czegoś na pamiątkę... za pracę.
      I znowu pada, a tak było „latowo”. Umyłam okna, ale -- jak pech to pech -- po umyciu zaczyna padać. I tak mam od zawsze. Przez czas „lata” pracowałam na świeżym powietrzu od ranka do wieczora. Poznajdowałam grubsze drwa i cięłam sekatorem. Na chłodne dni jak znalazł :). No i dorobiłam się bólu gardła i zapalenia ucha. Poczułam lato, cholercia! Zakładam szalik na szyję ( w domu, ma się rozumieć) i smaruję sycylką. No, dzisiaj już tak nie odczuwam :)
Z siostrą mało rozmawiam. Ot, wpadnę na minutkę i mykam. Po kiego grzyba mam się denerwować, prawda? Młodsza (od starszej) już po operacji zaćmy.
Całuski i pozdrawiam :)

niedziela, 26 marca 2017

Na rozdrożu

Witajcie, Kochani :)

Jest prawdą, że dostałam taką emeryturę, ale jest jedno „ale”. Otóż, skasowali mi 100% wypłatę części uzupełniającej, rzekomo za działalność gospodarczą, kurna! Jaką ja mam działalność?! Nie poddałam się i odwołałam się do sądu, motywując długami za podatek oraz załącznikiem, że jest jako budowlana, a nie rolnicza. Czy można nazwać działalnością coś, z czego nie ma korzyści? Dodatkowo byłam zarejestrowana jako bezrobotna przez 20 lat, i pobierająca okresową pomoc? To jest TA DZIAŁALNOŚĆ?
Moja sąsiadka pobiera emeryturę okresową (raz na trzy miesiące) ale ona ma sad i jakieś tam korzyści, a ja co mam? Biedę z nędzą!
Na chłopaków nie przepiszę, bo – wiadomo! Ziemi (pustej) budowlanej wydzierżawić się nie da, więc co mam niby postanowić? Tylko sprzedać. Ale wciąż są jakieś utrudnienia.
A tak się cieszyłam, że wreszcie koniec z żebraniem :(
Pozdrawiam :)

wtorek, 21 marca 2017

:)

Witam :)
Mam się z czego cieszyć. Dostałam decyzję 17. marca, a w niej ponad 1000 zeta… netto! Problem mam jednak, hm… Czytam, czytam w sieci jak obsługiwać płacenie przez internet… i bzika dostaję. Chyba nigdy się nie odważę…
U mnie zimno: raz pada, raz słońce, ale to drugie jest rzadkością. Wczoraj spadł nawet śnieg i minusowa temperatura była.
Pamiętacie, jak pisałam o 75-letniej kobiecie do której zachodziłam? Nie żyje. Zmarła w niecały miesiąc po urodzinach. Trafiła do szpitala, bo coś miała z nerkami, wypisali ją po prawie 2. tygodniach, a na trzeci dzień nie żyła. Smutne.
Pozdrawiam ;)